10 kwietnia

Dzień, jak co dzień, rozpoczęłam od sprawdzenia skrzynki mailowej. Ktoś postanowił mi obelżywie przypomnieć, że 10 kwietnia jest świętem narodowym i że moje istnienie (i zapewne wszystkich osób z KPH współpracujących) ten dzień bezcześci. Bo nie za nas umierali w Smoleńsku Lech i Maria Kaczyńscy oraz liczni księża, a za prawdziwą Polskę, narodową, katolicką, białą i heteroseksualną. Jako zdrowo myślący człowiek jestem przekonana, że nie umierali za nikogo ani za nic, ale przez usterki techniczne i błędy ludzkie.

Ale racjonalnymi argumentami nie da się przekonać faszyzujących prawicowych nadpobudliwców, którzy zasiadają do maila o piątej rano żeby przed udaniem się pod Pałac Prezydencki wysłać jeszcze kilka wyzwisk i teorii spiskowych do aktywistów. Nie da się ich przekonać, że nie istnieje lobby gejowskie (ani w rządzie, ani w bankach, ani na lotnisku w Smoleńsku, ani nawet w teatrze), że homoseksualizmu się nie leczy, że związek partnerski to nie małżeństwo ani adopcja, ani że nowelizacja kodeksu karnego o przepisy penalizujące przestępstwa i namawianie do nienawiści motywowane orientacją seksualną lub tożsamością płciową to nie zamach stanu.



Najciężej jest chyba obecnie przekonać do tego ostatniego, bo sam pomysł, aby słowa „orientacja seksualna” (nie wspominając już o wywołujących przerażenie i pot na czole słowach „tożsamość płciowa”) pojawił się w zapisach ustawy chroniącej obywateli przez utratą zdrowia i życia sprawia, że Ministerstwo Sprawiedliwości i Platforma Obywatelska włącza umysły na najwyższe obroty, żeby wymyślić coś zastępczego a jednocześnie całkowicie bezsensownego. Nigdy nie powstały założenia do ustawy o zmianie ustawy kodeks karny o numerze 1078, ale jasne się wydaje, że wytycznymi było osiągnięcie przedłużającej się i bezcelowej pracy w komisjach oraz ewentualne wprowadzenie zapisów, których nie będzie w stanie wykorzystać żaden sąd ani prokurator. Sadząc po opiniach wniesionych przez Prokuraturę Generalną i Krajową Radę Sądownictwa oni też mają wątpliwości co do tego jak wykorzystać proponowane przez posłów i posłanki PO zapisy. Ale na ostatnim posiedzeniu komisji kodyfikacyjnej, przy obecności pięciu osób z Ministerstwa Sprawiedliwości, projekt został skierowany do dalszych prac w podkomisji pod przewodnictwem posła Jerzego Kozdronia. Dotąd nie zaplanowano rozpatrywania projektu na posiedzeniach tej komisji, a jako że zasiada w niej czwórka posłów PiS i piątka z PO można się spodziewać, że losy nowelizacji nie będą różowe, a raczej brunatne.

Do wspólnego rozpatrywania trafiły też dwa inne projekty złożone osobno przez Palikota i SLD. Te były przynajmniej na etapie tworzenia nieco bardziej konsultowane z organizacjami społecznymi, więc w przeciwieństwie do projektu PO odwołują się do postulatów stawianych od wielu lat przez m.in. KPH. Ale w składzie podkomisji nie ma nikogo, kto mógłby cokolwiek na ten temat powiedzieć. Miejmy nadzieję, że termin posiedzenia zostanie ujawniony niedługo, bo czas nagli, przemoc wzrasta, a my chętnie przyjdziemy na podkomisję opowiedzieć o naszych potrzebach jako obywateli i obywatelek, chociaż wielu spośród tych u władzy odżegnuje się od myśli, że należą nam się równe prawa.

A potrzeba ochrony jest dla nas coraz wyraźniejsza, bo gróźb i napadów na nas i na nasze biura jest coraz więcej. 16 kwietnia organizujemy w Collegium Civitas seminarium o eskalacji przemocy motywowanej nienawiścią, na którym dyskutowane będą również wszystkie trzy projekty nowelizacji. Sprawozdawcy ostatnich dwóch – Biedroń i Kalisz – potwierdzili obecność, ale Mariusz Witczak, który podpisał i ma sprawozdawać projekt PO odmówił udziału. Udział w dyskusji wymaga zgłębienia proponowanych przepisów i ich efektów, a mało kto ma na to czas. Zaprosiliśmy więc posła Jerzego Kozdronia, który z racji podjęcia prac nad projektami może będzie w stanie wyjaśnić nam w jaki sposób „naturalna lub nabyta cecha osobista” ma chronić nas przez nacjonalistycznymi bojówkami, które odgrażają się, że wpadną na seminarium „stanąć na drodze lewactwu”. Może i można nazwać orientację seksualną i tożsamość płciową cechą osobistą, ale rozmycie tego przepisu prawa karnego to podkreślenie, że zdaniem rządzących nie ma miejsca w polskim prawie na ochronę lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych. Zwłaszcza w czasach, kiedy była głowa państwa może sobie pozwolić na publiczną gettoizację i obrażanie grupy społecznej. Ba, dostaje jeszcze poparcie od tych prawicowych nadpobudliwców, i naiwnie się nim cieszy.

Wałęsa, jak sam mówi, nie obraża i przepraszać nie będzie. Ale nie warto poświęcać czasu na wdawanie się z nim w dyskusję. Szkoda tylko, że mimo jego ksenofobicznych poglądów i wypowiedzi nadal uważany jest za ikonę lewicy i obywatelstwa. Miller zaprasza go na Kongres, a nie widzi miejsca dla Palikota i wycina z szeregów partyjnych Kalisza. Na usta ciśnie się pytanie o definicję lewicy, która ma wziąć udział w Kongresie. Chyba coraz dalsze są jej ideały wolności, równości i sprawiedliwości społecznej.

Ale wracając do porannych obelg i życzeń nieistnienia: katastrofa w Smoleńsku była tragedią również dla KPH. Nie tylko dlatego, że zginęli w niej ludzie nazywani teraz bohaterami walki o „Polskę, narodową, katolicką, białą i heteroseksualną”, ale dlatego, że przez tę katastrofę musieliśmy pożegnać orędowników praw człowieka i obywatela, którzy stawiali dobro ludzkie ponad tradycje tysiącletniej instytucji kościoła rzymskokatolickiego. I tego dnia, kiedy ulicami Warszawy maszerował pochód PiS a tłumy zgromadzone przed Pałacem Prezydenckim żądały ukarania rosyjskich zbrodniarzy my wspominaliśmy Jarugę-Nowacką i jej walkę o kobiety, osoby LGBT, wolność, równość i sprawiedliwość społeczną. Ona definiowała lewicę prosto: „ma stanąć po stronie mrówek, a nie mrówkojadów”. Chciałabym, żeby taka była definicja nie tylko polskiej lewicy, ale też rządu i parlamentu.
Trwa ładowanie komentarzy...