Nie daję się przekonać oficjalnej linii partii, bo nawet jeśli deklarują one zgodność z wartościami wyznawanymi przeze mnie, to zawsze się znajdzie jakiś poseł albo posłanka (lub przewodniczący partii – najgorzej), który nazwie kogoś innego „ciotą”, zapomni o głosowaniu albo się w nim pomyli.
Nie przekonuje mnie też filozofia głosowania na tych, którzy mają szansę wygrania wyborów. Statystyki to jedno, zaskakujące decyzje nad urnami to drugie. Chociaż w cuda nie wierzę.
Nie uznaję głosowania „na mniejsze zło”, za jedną partią „żeby nie wygrała inna” ani na Lady Gagę (taki niby wyraz obywatelskiej krytyki władzy).
W wyborach do Parlamentu Europejskiego głosuję z łódzkiego i do wyboru mam 12 Komitetów Wyborczych a na nich w sumie 118 kandydatów i kandydatek. Szybki przegląd Komitetów z mojego okręgu:
Trzy komitety mają na liście 50% kobiet: Europa Plus, Zieloni i Demokracja Bezpośrednia. Tylko E+ i Zieloni potrafią stosować suwak (sądząc po liście Demokracji Bezpośredniej kobiety zajmują raczej doły partii). Europa Plus i SLD-UP nawet umieściły kobiety na jedynkach. Szacuneczek. Z tym, że SLD-UP nie ma ani suwaka, ani 50%.
Wszystkie pozostałe komitety umieściły na swoich listach po 4 kobiety (na 10 miejsc). Spotkać je można w większym zagęszczeniu na dołach list Ruchu Narodowego, Prawa i Sprawiedliwości, Samoobrony, Polski Razem, Nowej Prawicy i Polskiego Stronnictwa Narodowego. Suwak PRAWIE udało się zastosować Solidarnej Polsce i Platformie Obywatelskiej. Przeszkoda była natury matematycznej.
Kandydaci i kandydatki z sześciu komitetów mojego województwa w ciągu ostatnich pięciu lat pełnili obowiązki parlamentarne, czy to w Polsce czy w Europie – w sumie 12 osób. W moim okręgu aż pięcioro z nich należy do Prawa i Sprawiedliwości, z czego czwórka była w polskim Sejmie. Gdyby przyjrzeć się całościom partii, które wystawiają ludzi na listach, łatwo można byłoby zrobić porównanie jakości ich pracy na rzecz naszej konstytucyjnej równości. Każda partia ma zarówno w polskim jak i europejskim Parlamencie określoną liczbę głosów w określonej liczbie głosowań z ostatnich pięciu lat. Tych głosowań w sprawach dotyczących LGBT było 12 – trzy w Europie i dziewięć w Polsce. Żeby zilustrować to jak głosowały partie z historią parlamentarną ostatnich pięciu lat zrobiłam obrazek:
Można z niego wywnioskować rzeczy oczywiste: po pierwsze, że Solidarna Polska, Polska Razem i PiS nie przepadają za LGBT. Jeśli już biorą udział w głosowaniu, to głosują przeciw – poza kilkoma wypadkami przy pracy. Sprawa ma się podobnie z PSL. Po drugie, że SLD-UP i Europa Plus (tudzież Twój Ruch) głosują za równością osób LGBT, skuteczniej w Europie niż w Polsce – tutaj też było kilka wypadków przy pracy. Rzecz nieoczywista brzmi tak: o tyle o ile Platforma potrafi zachować pozory w Polsce (szokujące 59% głosów oddanych za równością w dziewięciu polskich głosowaniach), to w Europie prezentuje w pełnej krasie swą zaściankowość – 8% oddanych za, 57% oddanych wbrew równości, a przy 35% okazji posłowie i posłanki wstrzymali się, wyjęli karty do głosowania, wyszli, albo w ogóle nie przyszli na głosowania.
Oczywiście nie wszyscy kandydaci i kandydatki z mojego okręgu mieli szansę wykazać się w pracach parlamentarnych, ale wszyscy mieli okazję przekonać mnie podpisując deklarację poparcia, którą zarówno Kampania Przeciw Homofobii jak i ILGA-Europe dystrybuowało przez ostatnie dwa miesiące. Deklaracja mówi, że w przypadku dostania się do Parlamentu Europejskiego osoba będzie działać na rzecz praw osób LGBT, m.in.: swobodnego przepływu obywateli UE między krajami członkowskimi (w tym tego, aby prawa ludzi, którzy zawarli formalny związek w kraju A były respektowane w kraju B), sprawnego i pełnego prawa antydyskryminacyjnego (bo teraz tylko niektóre grupy chronione są tylko w niektórych sytuacjach), zwalczania przemocy motywowanej nienawiścią (która jest ogromnym problemem w całej Europie) czy ochrony uchodźców (którzy uciekają z krajów, gdzie za orientację nieheteroseksualną grozi im śmierć lub więzienie). W moim okręgu deklarację podpisało w sumie pięcioro kandydatów i kandydatek (spośród 118), z czego troje kandyduje z list Zielonych.
Ja wcale nie mówię, że wybór jest łatwy. Wręcz przeciwnie. Na Facebooku wszyscy zapraszają, na każdym kroku spoty wyborcze mówiące o tym jak bardzo można każdemu z osobna i wszystkim na raz zaufać, demokracja, wolność, równość, obywatele. Ba, są nawet tacy, którzy znają zasady działania i kompetencje ciała, do którego kandydują. I na pierwszy rzut oka nie ma na kogo głosować. Dobry wybór wymaga intelektualnego i czasowego nakładu. Wymaga przeczytania biografii, sylwetek i wypowiedzi kandydatów i kandydatek. Niejednokrotnie dokładnego prześledzenia ich poczynań. Ja powyższą analizę zrobiłam w 15 minut (plus kolejne dwadzieścia na narysowanie tabelki w programie graficznym), bo kilkanaście osób pracowało przez ostatnie dwa miesiące nad tym, żeby te wszystkie dane zebrać i umieścić na portalu naKogo.info. Żeby łatwiej było wybrać. Bo wbrew pozorom, Unia Europejska zrobiła więcej dla praw osób LGBT niż Polska. Dzięki UE osoby nieheteroseksualne chronione są przed dyskryminacją w pracy (też na podstawie umów cywilnoprawnych) a organy ścigania mają wytyczne dotyczące wrażliwości na orientację seksualną i tożsamość płciową ofiar. Dobre głosowanie przyczyni się do jeszcze większych zmian.
Zapraszam do obejrzenia spotu i odwiedzenia strony.
